• Wpisów: 179
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis: 63 dni temu, 19:20
  • Licznik odwiedzin: 27 737 / 2585 dni
 
klimatyzatorek
 
Arecki1: Zwróć uwagę, że opisując polską politykę wschodnią przywołałem Jana Himilsbacha czyli postać z tradycji peerelowskiej, postać legendarną dla tego okresu.
Tu korekta, wczoraj pomyliłem się, pamięć już zawodna. Tak naprawdę tę kwestię wygłaszał wielki aktor Zdzisław Maklakiewicz.
I jak się okazuje zachowała ona uniwersalność, bo za pomoca tamtych zachowań czy formułowanych wtedy myśli (“mamuśka, bo się pochlastam”) można świetnie ująć współczesne dylamaty – równiez polityczne.
Tak więc twórczo tradycja w nas tkwi. I wbrew bredzeniu prawicowych polityków nie jest to tylko męczeństwo zbieraczy stonki czy żołnierzy wykletych. Albo euforia wspólnego, kolektywnego budowania jakiś kopców okolicznosciowych, pałaców kultury czy hut. Ona się nie daje politycznie wykastrować i pozwala jakoś tu przeżyć.
Jest to również swoiste poczucie humoru często absurdalnego czy czarnego pozwalajacego jakoś ogarnąć te polityczno-moralno-martyrologiczne odmęty w której od lat umęczona tonie.
Dziś czytając felieton Gospodarza zastanawiałem się na ile osobiste wspomnienia oddziałują na zaskakująco łagodną wizję Peerelu Jadwigi Staniszkis. Skąd to przekonanie o atrakcyjnosci wspólnego zbierania stonki w niej tkwi?
Już mam swoje lata i też zaczynam wspominać. Jakoś te wspomnienia w najmniej oczekiwanych momentach do mnie wracają. A dotyczą one przełomu lat 70-80 gdy byłem studentem, młodym facetem.
Ostatnio przypomniało mi się akurat spotkanie z Kuroniem we Wrocławiu chyba z 1981 roku. Pamietam tłumy młodzieży ze wszystkich uczelni cisnące się w jakiejś auli. Co ciekawe jak przez mgłę pamiętam Kuronia ale za to doskonale przypominam sobie dziewczynę, która koło mnie na podłodze przycupnęła. Zaprzyjaźniliśmy się na tej podłodze, kilka godzin później z rewolucyjną radością skonsumowaliśmy tę przyjaźń i poszliśmy swoimi drogami. No bo to był czas zmian, przemian, wolności – również w aspekcie osobistym. Więcej jej nie spotkałem.” Co ciekawe jak przez mgłę pamiętam Kuronia ale za to doskonale przypominam sobie dziewczynę, która koło mnie na podłodze przycupnęła. Zaprzyjaźniliśmy się na tej podłodze, kilka godzin później z rewolucyjną radością skonsumowaliśmy tę przyjaźń i poszliśmy swoimi drogami.”Z kolei mnie zadziwiają doniesienia z PRL, jak to w (prywatnych) gospodarstwach chłopskich w dniu 22 Lipca pracowano zamaszyście, kosząc zboża albo młócąc je, bez oglądania się na komunikaty PZPR. A obowiązywał sojusz robotniczo-chłopski. Co prawda Stefan Kisielewski, piewca i “wyglądacz” polskiego kapitalizmu w ludowych masach gospodarskich – d. kułackich – widział zaczyn i siłę na przyszłość. Co okazało się mirażem, aż do czasu jak wkroczyła Unia ze wspólną polityką rolną. Klasycy marksizmu widzieli w chłopach i rencie gruntowej największe zagrożenia na drodze do komunistycznego raju. Ech, poplątane to sprawy, muszę się zapisać na jakiś kurs dokształcający … może ktoś oferuje na blogu en passant?
W PRL nie wydawano poematów Miłosza. Większość ludu nie wiedziała, że taki uciekinier z PRL gdzieś się skrywa nad zatoką San Francisco. Dziatwie szkolnej oszczędzono obrazoburczych wizji, czy może chodziło o samego autora. Może winien ludowy przywódca Mikołajczyk, wybory do Sejmu w 1947 roku i inne personalia …
Eh, trzeba było upadku PRL, aby te historie wyjaśnić i właściwie naświetlić, do czego nie trzeba było IPN. Im zostały do badania i ścigania same zgniłki i śmieci.

A czy zastanawiales sie kiedys, ze ona mogla byc agentka wiadomych sluzb specjalnie oddelegowana na odcinek aby uspic Twoja czujnosc rewolucyjna? Widac ze jej sie to doskonale udalo. Gdybys byl twardziel jak James Bond to bys dodal, ze po przygodzie z nia niestety musiales pomoc jej utopic sie w Odrze.
Na pewno z perspektywy tamtej przygody erotycznej, inspirującej swobody jej rozpoczęcia, przeprowadzenia i zakonczenia PRL ma dla mnie wymiar radosny i nie mogę się “wpisać w narrację martyrologiczną”.

Nie możesz dodać komentarza.